Ostatnio popełniłam post na Instagramie, w którym pisałam o tym, jak bałagan, brak symetrii i standardów potrafią zmotywować do kreatywności i twórczego rozwiązywania problemów. Brzmi górnolotnie, ale jeśli się nad tym zastanowić…
W rękodziele często mówi się o perfekcji. O równych ściegach, symetrii, idealnie dobranych kolorach. O tym, by 'nie było widać ręki' – czyli błędu popełnionego dłonią twórcy. Ale w sumie... dlaczego? Przecież to właśnie ręka – z jej drżeniem, precyzją i historią – jest najważniejsza.
Czasem myślę, że celowe popełnianie błędów w rękodziele to akt odwagi. Albo taki 'błąd na szczęście'. To szept: jestem człowiekiem, nie maszyną.
Celowy błąd nie jest zaniedbaniem, tak uważam. To decyzja. Może to być jeden ścieg w innym kolorze. Nierówna linia w geometrycznym wzorze. Drobne przesunięcie rytmu w powtarzalnym motywie. To jak nuta zawieszona pół tonu wyżej – sprawia, że serce słuchacza zatrzymuje się na chwilę. Bo nie powoduje kakofonii, a zwraca uwagę uważnego obserwatora i mówi: tu jestem i tu jest moje miejsce.
W świecie, który tak bardzo kocha gładkość i symetrię, taki gest jest niemal magiczny. To przypomnienie, że twórczość to proces, a nie produkt. Że w każdej pracy zostawiamy fragment siebie – czasem krzywy, czasem nadgryziony przez zwątpienie lub inne emocje, ale prawdziwy.
W tradycjach rękodzielniczych Rdzennych Mieszkańców Ameryki Północnej istnieje pojęcie tzw. Spirit Lines – cienkiej, celowo wprowadzonej linii w kontrastowym kolorze, która przełamuje doskonałość wzoru. Spotyka się ją m.in. w tkactwie i koszykarstwie tworzonym przez społeczności takie jak Navajo czy Pima.
Ta linia – subtelna, czasem niemal ukryta – ma symboliczne znaczenie. Mówi się, że jest „drogą wyjścia” dla ducha twórcy, który w procesie tworzenia splata się z dziełem. Pozwala energii płynąć dalej, nie więzi jej w zamkniętym, perfekcyjnym wzorze.
Wiele lat temu trafiłam gdzieś w Internecie na artykuł na ten temat. Po takim czasie nie mogę znaleźć tej konkretnej strony, ale zamieszczam inne przydatne linki dla zainteresowanych: Less than perfect, Spiritlines Navajo, Weaver's Pathway, Woven Legacies.
Z drugiej strony miała lub mogła też oznaczać, że jest to dzieło ludzkich rąk - nieidealne, ponieważ tylko to co pochodzi od Góry jest nieskazitelne, perfekcyjne i symetryczne. Choć nie wiem, czy nie jest to już wpływ samej religii dominującej w Europie, która wraz z Kolumbem, Cortesem i innymi kolonizatorami przybyła do Ameryki.
Niezależnie od interpretacji, sam gest jest niezwykle poruszający. To uznanie, że doskonałość może być pułapką. Że zamknięta forma potrzebuje szczeliny, przez którą wpada światło.
Dlaczego warto zostawić błąd?
Bo błąd oddycha.
Bo sprawia, że praca żyje.
Bo przypomina, że rękodzieło to dialog – między nami a materiałem.
Kiedy szydełkuję i świadomie zmieniam jeden ścieg, pomijam oczko lub robię słupek zamiast półsłupka - czuję się tak, jakbym zostawiała w pracy podpis, który widzą tylko uważni. To mały sekret. Jak spontaniczna nuta zaśpiewana ciszej.
Celowe niedoskonałości uczą też pokory. Przyznają: nie kontroluję wszystkiego. Pozwalam materiałowi mówić. Pozwalam historii, nastrojowi dnia, nawet mojemu zmęczeniu – znaleźć miejsce w strukturze pracy.
Może więc nie chodzi o to, by robić rzeczy idealne. Może chodzi o to, by robić rzeczy prawdziwe.
Spirit Line jest dla mnie przypomnieniem, że każdy wzór potrzebuje przerwy. Każda pieśń – oddechu. Każde serce – przestrzeni.
Gdy następnym razem będziesz kończyć swoją pracę i zauważysz drobne odstępstwo od planu, nie poprawiaj go odruchowo. Zatrzymaj się. Spójrz.
Może to właśnie tam mieszka duch Twojej opowieści.


W dzisiejszych czasach gdzie sztuczna inteligencja potrafi wygenerować niemal idealne obrazy, teksty czy przedmioty ten ,,celowy błąd" wykonany przez żywego twórcę pozwala odróżnić dzieło, w tworzeniu którego został poświęcony czas, pomysł, uważność i zaangażowanie artysty od sztucznie wygenerowanego algorytmu. Być może to właśnie dzięki artystom, którzy wyrażają swoj bunt przeciw perfekcjonizmowi uda nam się jako ludzkości zachować odrobinę człowieczeństwa w świecie zasypanym sztucznymi wytworami.
OdpowiedzUsuńZauważam, że w coraz większej ilości dziedzin sztuki i życia ogólnie, 'algorytmy' i ujednolicanie wszystkiego zaczyna dominować na tyle, że cechy indywidualne twórczości danej osoby (ba, nawet samego człowieka!) zaczynają tak zlewać się w jedną masę, że jest to po prostu smutne.
UsuńNiech to, co tworzymy będzie po prostu JAKIEŚ. My sami bądźmy JACYŚ (i nie, to nie jest popis mojego zubożałego słownictwa). Błędy są ludzkie - i o ile ludzie potrafią być (wewnętrznie) brzydcy, to niekiedy błędy w sztuce mogą być zwyczajnie piękne.
Z ludzkich ,,błędów '', brzydkich części charakteru czy zachowań też może wyjść coś pięknego, w końcu każdy może znaleźć wielbiciela tej właśnie ,,brzydkiej" części. Moze właśnie ta brzydota sprawia, że ktoś jest jakiś i ta ,,jakość" przyciąga odpowiedniego odbiorcę.
UsuńJak najbardziej! Trochę właśnie o to w tym chodzi. Nie wszystkie 'brzydkie' strony ludzkiej osobowości są od razu godne pochwały, ale na pewno sprawiają, że mają coś oryginalnego. Byle nie popadać w skrajności.
UsuńDziękuję za odwiedziny i zapraszam częściej do drugiego blogu również. :)
OdpowiedzUsuńZadumałam się nad tekstem, bo napisałaś dokładnie to, co czuje i co mówię każdej osobie, które wykonuje jakieś dzieło rękodzielnicze.
Tak, produkt rękodzielniczy jest efektem procesu tworzenia.
A mówię, że os wykonywanego ręcznie nie musi być idealne, nie musi być proste, nie musi być bezbłędne, bo właśnie dlatego nazywa się to rękodziełem, a nie maszynowym dziełem, które wykonywane jest szablonowo.
Często wykonując coś z jakiegoś opisu lub schematu, w pewnym momencie zaczynam zmieniać według własnego pomysłu, czasami przez popełniony błąd, a czasami celowo.
Nawet motto mojej zabawy "Małe Dekoracje" mówi, że nie musimy być w czymś najlepsi.
Uważam, że takie minibłędy, to jak podpis wykonawcy.
Pozdrawiam ciepło
Dokładnie tak! Ja również często w trakcie projektu zmienię schemat w jakiś sposób, by było bardziej po mojemu. Może nie tyle jako znak/podpis w moim przypadku (choć wiem, że niektórzy twórcy tak robią i ja to szanuję), ale sama przede wszystkim wychodzę z założenia że nie jestem manufakturą i to co robię chcę by pozostało oryginalne i unikatowe, nawet jeśli ma różnić się jednym ściegiem ;)
UsuńDziękuję za napisanie tak obszernego komentarza, cieszy mnie możliwość dyskusji na ten temat =)
Pozdrowienia!
Kiedyś ślepo goniłam za perfekcją we wzorach. Prułam po tysiąckroć a mój mąż patrzył na mnie z niedowierzaniem, bo potrafiłam spruć całkiem spory kawał robótki. Dzisiaj jestem w stanie przyznać się przed sobą, że to właśnie te błędy czynią z nas prawdziwych twórców. Pięknie to ujęłaś "W świecie, który tak bardzo kocha gładkość i symetrię, taki gest jest niemal magiczny". Zgadzam się z tym. To właśnie te drobne błędy pokazują, że dany udzierg czy inny wyrób jest dziełem człowieka, a nie maszyny. Jesteśmy tylko ludźmi i prawda jest taka, że nie robi błędów ten co nic nie robi. Tworząc pokazujemy siebie, a żaden człowiek nie jest doskonały. Dlatego dzisiaj, te błędy zostawiam. Te błędy są moje i czy to się komuś podoba czy nie, nie zależy mi już na ideale. Nie traktuję ich jako podpisu. Błąd to nie porażka, to coś co się zdarza i nie zawsze trzeba go poprawiać bo to może zmienić wzór w coś unikalnego.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko :)
Rozumiem to doskonale, ponieważ mnie samej zajęło sporo czasu, by POZWOLIĆ sobie na popełnienie błędu we wzorze. I jeszcze ta myśl, czy wszystko dobrze policzyłam... (niedawno przekonałam się, że liczenie do 2 jest sporą umiejętnością!). Tak, ja również zostawiam błędy i nie mam już z tego powodu ukłucia, że mogłam zrobić to lepiej.
UsuńZ kolei wciąż jeszcze opanowanie zakrywania błędów w rysunku jest czymś czego się uczę. Oczywiście, wychodzi raz lepiej, raz gorzej. Tam jeszcze dążenie do perfekcji motywuje mnie do rozwijania umiejętności i odkrywania nowych dla mnie metod. A i tak moje rysunki nie są ani gładkie ani perfekcyjne i oby nigdy ostatecznie takie nie były.