„Słyszałem starą japońską legendę, która mówiła, że Słońce i Księżyc były w sobie zakochane, ale nigdy nie mogły się spotkać. Jedno płonęło z tęsknoty, drugie świeciło z pragnienia, wiecznie się ścigając, wiecznie rozdzielone. Aż bóg zlitował się nad nimi i stworzył zaćmienie, aby mogły się połączyć w ciemności. Przypomnienie dla ludzi, że żadna miłość nie jest naprawdę niemożliwa. Ponieważ miłość nie mierzy się odległością, ale oddaniem, bólem oczekiwania, cichą przysięgą, że nawet w rozłące są jednością, a zatem każde zaćmienie jest listem miłosnym od wszechświata, przypomnieniem, że nawet gwiazdy przeciwstawiają się losowi, aby się dotknąć, nawet jeśli tylko przez chwilę, która zapiera dech w piersiach.”
~ Bleedingsilence11
Trafiłam na tę legendę zupełnym przypadkiem (ale czy na pewno?...), kiedy sama od jakiegoś czasu byłam zafascynowana motywem połączenia symboli Księżyca i Słońca.
Legenda wydała mi się po prostu piękna. Odbieram ją jako opowieść o subtelnych drżeniach w duszy i przeczuciach, że w świecie utkanym z przeciwieństw ktoś idzie równoległą ścieżką – nie obok, ale jakby tuż za zasłoną. Słońce i Księżyc nie spotykają się na niebie, a jednak tworzą harmonię, od której zależy rytm świata.
To właśnie te przeciwieństwa symboli sprawiły, że postanowiłam narysować ich zestawienie.
On jako Słońce – prosty i odważny w swoim świetle, niosący
pewność, ciepło i ruch. A na jego szyi turkus, który miał symbolizować Księżyc;
coś czystego, prastarego, jak amulet chroniący przed złem.
Ona jako Księżyc –
odbijająca światło, cicha, wrażliwa, a przez to tak prawdziwa, z naszyjnikiem
Słońca na szyi, zapewne z jakiegoś słonecznego kamienia – może bursztynu.
Rysując ich, pomyślałam o świetle, które zawsze jest blisko (bo w nas samych!), choć czasem chowamy je pod ubraniem, jakbyśmy się bali, że inni zobaczą zbyt wiele. Siła tych pozornych przeciwieństw tkwi w subtelności, w zmienności, w tajemnicy. To energia, która prowadzi w głąb, w stronę intuicji, snów i tego co niewidzialne.
Słońce i Księżyc razem tworzą opowieść o dwóch siłach, które wydają się odległe, a w rzeczywistości dopełniają się na każdej płaszczyźnie. O dwóch talizmanach – bursztynie i turkusie – które razem tworzą most. Bo przecież magia nie rodzi się w tym, co jest takie samo. Ona pojawia się tam, gdzie ogień spotyka wodę, gdzie pustynia tęskni za deszczem, gdzie światło i cień tańczą w jednym rytmie. Gdzie Księżyc czeka na Słońce, choć nigdy tak naprawdę się nie zobaczą. Może jedynie podczas zaćmienia.
Zestawienie tej pary przyszło tak naturalnie, intuicyjnie. A może to po prostu echo obrazów, które wędrują gdzieś we mnie… a może to mój własny wyraz tęsknoty za harmonią. Bo myślę, że każdy z nas nosi w sobie trochę Słońca i trochę Księżyca.
Niewykluczone, że tak wyglądają dusze, które jeszcze się nie spotkały – jedna idzie w blasku dnia, a druga w ciszy nocy. Może tego właśnie szukamy – zrozumienia, że piękno przeciwieństw jest większe niż suma ich części.
Na koniec kilka słów o technice: oba moje rysunki wykonałam markerami alkoholowymi, szczegóły dopracowałam kredkami, a nawet farba akrylowa znalazła tu swoje przysłowiowe pięć minut.
.jpg)



Te rysunki sa przepiękne. Widać w nich ogrom wrażliwości i pracy. Bardzo się cieszę, że zdecydowałaś się pokazać światu swój kolejny talent. Mam nadzieję, że to dopiero początek, bo jesteś niesamowicie zdolna. 😍
OdpowiedzUsuńDziękuję za dobre słowo! Wciąż doskonalę swój warsztat =)
Usuń