Ogień, woda i twórcza iskra - kilka myśli o Nocy Kupały

    Są święta, których celebracja bazuje na kalendarzu słonecznym. Są takie, które opierają się na kalendarzu księżycowym. Są też takie, które chwalą oświecenie i celebruje się je rozumem. Niektóre ze świąt panegiryzują martyrologię. Istnieją również święta, które zwyczajnie odczuwa się całym sobą. Noc Kupały należy zdecydowanie do tej ostatniej kategorii.

To jedno z najstarszych słowiańskich świąt, obchodzone w czasie letniego przesilenia, gdy dzień osiąga swoją największą siłę, a noc staje się najkrótsza w roku. Święto światła, natury, miłości i życia. Święto ruchu, tańca, śmiechu i radości płynącej z samego faktu bycia częścią świata.

 

Ubiór świętojański

 

    Fascynuje mnie dualizm tego dnia (tudzież nocy), ponieważ w jego trakcie oba żywioły - ogień i woda - odgrywały ogromną rolę. Teoretycznie przeciwstawne, a jednak uzupełniające się i potrzebujące się nawzajem.

Ogień symbolizował energię, odwagę, przemianę i siłę działania. Wokół ognisk gromadzili się ludzie. Tańczyli, śpiewali, przeskakiwali przez płomienie, wierząc, że ogień oczyści ich z tego, co już niepotrzebne, i doda odwagi do tego, co dopiero nadejdzie.

Woda z kolei była jego przeciwieństwem. Symbolizowała intuicję, emocje, podświadomość i zaufanie do tego, czego nie można kontrolować. To właśnie na wodzie puszczano wianki, oddając nurtowi pytania, marzenia i nadzieje.

 

Wianki na wodzie ze świecą
fot. M. Ordyniec

 

    Im dłużej o tym myślę, tym bardziej wydaje mi się, że oba te żywioły są obecne również w każdej twórczości. Potrzebujemy ognia, by tworzyć. Potrzebujemy tej iskry, która każe zacząć nowy projekt. Chwycić za szydełko, ołówek, aparat fotograficzny czy pędzel.Potrzebujemy ekscytacji, ciekawości i odwagi, by próbować nowych rzeczy, ale sam ogień nie wystarczy. Dla równowagi potrzebujemy również wody - zdolności do słuchania własnej intuicji, zaufania procesowi, zgody na to, że nie wszystko musi być idealne od pierwszego podejścia. Że czasem najlepsze pomysły (i nie tylko) przypływają wtedy, gdy przestajemy ich szukać.

Ogień sprawia, że zaczynamy, podejmujemy działanie, a woda pozwala nam płynąć. Chyba dlatego Noc Kupały jest dla mnie tak inspirująca. Nie chodzi jedynie o dawne tradycje, tylko o przypomnienie, że życie nie składa się wyłącznie z planów i obowiązków. Czasem warto zatańczyć, poruszać się w rytmie muzyki bez zastanawiania jak się wygląda, założyć wianek, mieć wiatr we włosach i zrobić coś wyłącznie po to, by poczuć czystą radość. 

 

Słowiański strój, rusałka
fot. M. Rataj <klik!>

    W tym roku miałam okazję przeżyć ten klimat szczególnie mocno. Najpierw ruchem, tańcem i energią.  I choć jeszcze kilka lat temu prawdopodobnie długo zastanawiałabym się, czy się odważyć, dziś coraz częściej dochodzę do wniosku, że niektóre doświadczenia warto po prostu przyjąć. Potem przyszedł czas na drugą część historii: biały strój, wianek, wieczorne światło i woda, która poniesie puszczone wianki. Traktuję to jak piękny rytuał i przypomnienie, że nie dostajemy wszystkiego od razu i że nie wszystko co dostajemy trzeba zatrzymać. Może wystarczy to puścić z nurtem?

 

Noc Kupały, finał pikniku świętojańskiego

 

    Odnoszę wrażenie, że proces twórczy działa na podobnych zasadach.

Zaczyna się od iskry: jednego pomysły, jednej nitki, jednego szkicu, jednego zdjęcia. Potem przychodzi ruch: rozwój i działanie. A na końcu trzeba zaufać, że wszystko trafi dokładnie tam, gdzie trafić miało i powinno. Tak jak wianek na wodzie, tak jak iskry unoszące się nad ogniskiem, tak jak historie, które odnajdują swoich odbiorców wtedy, kiedy są na to gotowe.

Noc Kupały przypomina o tym, o czym często zapominamy w pędzie życia i codziennych bolączek – że czasem warto podążać za ogniem, a czasem zaufać wodzie.


0 comments